[ Pobierz całość w formacie PDF ]

się tak człowiek zastanowi, to właściwie szkoda. W przyjęciu uczestniczyła rekordowa liczba
gości, pogoda była niezła i wszystko szło zgodnie z planem. Marina Gregg z mężem urządzili
coś w rodzaju prywatnego przyjęcia w samym domu. Zaprosili trzydzieści do czterdziestu
osób: miejscowych notabli, różnych ludzi związanych z St John Ambulance, kilku przyjaciół
Mariny Gregg i jeszcze parę osób ze studia. Wszystko bardzo spokojnie, miło i przyjemnie.
Lecz, choć brzmi to fantastycznie i niewiarygodnie, właśnie na tym przyjęciu Heather
Badcock została otruta.
 Dziwny wybór miejsca  mruknął zamyślony Craddock.  Tak pomyślał konstabl.
Jeśli ktoś chciał otruć Heather Badcock, dlaczego wybrał akurat to popołudnie i takie
okoliczności? Mógł to zrobić na setki prostszych sposobów. Przecież to szalone ryzyko, na
oczach trzydziestu gości wrzucić do koktajlu śmiertelną dawkę trucizny. Ktoś powinien coś
zauważyć.
 Na pewno to było w koktajlu?
 Z całą pewnością. Tu mam dane. Jedna z tych niesamowitych nazw, jakie uwielbiają
lekarze, ale w Ameryce dość popularny lek.
 W Ameryce, rozumiem.
 Och, u nas również. Ale takie rzeczy częściej przepisuje się po drugiej stronie
Atlantyku. W małych dawkach ma dobroczynne działanie.
 Jest w wolnej sprzedaży, czy tylko na recepty?
 Trzeba mieć receptę.
 Tak, to dziwne  stwierdził Dermot.  Czy Heather Badcock łączyło coś z tymi
filmowcami?
 Nic.
 Czy ktoś z jej rodziny był na tym przyjęciu?
 Mąż.
 A, mąż  powtórzył Craddock w zamyśleniu.
 Mąż to zawsze pierwszy podejrzany  zgodził się jego zwierzchnik.  Ale miejscowy
detektyw, Cornish, tak się chyba nazywa, nie wierzy, by mąż miał z tym jakiś związek. Choć
złożył raport, że Badcock wydawał się niespokojny i nerwowy. Dodaje jednak, że uczciwi
ludzie często właśnie tak się zachowują podczas przesłuchania. Wydaje się, że byli dosyć
dobranym małżeństwem.
 Innymi słowy policja uważa, że to sprawa nie dla nich. To powinno być ciekawe.
Rozumiem, że mam tam jechać.
 Tak. Im szybciej tym lepiej, Dermot. Kogo chcesz zabrać? Dermot zastanawiał się
przez moment.
 Chyba Tiddlera  powiedział.  Jest niezły, a poza tym to gwiazda filmowa. Może
tam się przydać.
Podkomisarz kiwnął głową.
 No to powodzenia.
 Coś podobnego!  wykrzyknęła panna Marple, rumieniąc się z wrażenia i zdumienia.
 A to niespodzianka. Co słychać, drogi chłopcze? Choć teraz trudno nazywać cię chłopcem.
Kim jesteś, nadinspektorem czy czymś nowym, co nazywają komendantem? Dermot
wyjaśnił, jaki ma stopień.
 Nie muszę chyba pytać co tu robisz  oświadczyła panna Marple.  Nasze skromne
morderstwo uznano za godne uwagi Scotland Yardu.
 Przekazali nam sprawę  odparł Dermot.  I oczywiście, jak tylko przyjechałem,
przyszedłem prosto do sztabu.
 Masz na myśli&  panna Marple zakłopotała się nieco.
 Tak, ciociu  odparł Dermot bez krzty uszanowania.  Miałem na myśli ciebie.
 Obawiam się  odparta z żalem panna Marple  że ostatnio nie jestem najlepiej
zorientowana. Niewiele wychodzę.
 Wychodzisz wystarczająco często, by upaść przed kobiety, która po dziesięciu dniach
została zamordowana przypomniał Dermot Craddock.
Panna Marple wydala dzwięk, który w dawnych powieściach byłby opisany jako  ts ts .
 Nie wiem, gdzie o tym słyszałeś.
 A powinnaś wiedzieć  odparł Dermot.  Sama mówiłaś, że w takiej mieścinie
wszyscy wszystko wiedzą. A tak na marginesie  dodał.  Czy przyszło ci do głowy, że
zostanie zamordowana, gdy tylko na nią spojrzałaś?
 Oczywiście, że nie. No wiesz&  wykrzyknęła panna Marple.  Cóż za pomysł!
 Nie dostrzegłaś w oczach jej męża spojrzenia, które przypomniało ci Hany ego
Simpsona, Davida Jonesa lub kogoś, kogo znałaś przed laty, a kto pózniej zepchnął swoją
żonę w przepaść?
 Nie, nic nie dostrzegłam!  zapewniła panna Marple.  Jestem pewna, że pan
Badcock nigdy nie zrobiłby nic takiego. A przynajmniej&  dodała z namysłem 
& prawie pewna.
 Ale ponieważ człowiek jest tylko człowiekiem&  mruknął złośliwie Craddock.
 Właśnie  zgodziła się panna Marple.  Mam wrażenie, że po pierwszym okresie
naturalnej żałoby nie będzie za nią zbytnio tęsknił.
 Dlaczego? Znęcała się nad nim?
 Och, nie. Ale nie wydaje mi się, by& ona była uważającą kobietą. Miła, owszem.
Uważająca, nie. Lubiła go pewnie, doglądała go, opiekowała się, kiedy chorował, gotowała,
była dobrą gospodynią. Lecz nie sądzę, by kiedykolwiek zainteresowała się tym, co on czuje
lub co myśli. To dość samotne życie dla mężczyzny.
 Aha  mruknął Dermot.  A czy jego życie będzie w przyszłości mniej samotne?
 Przypuszczam, że znów się ożeni. Może nawet niedługo. Prawdopodobnie, a szkoda, z
kobietą tego samego pokroju. To znaczy ożeni się z kimś, kto ma silniejszą od niego
osobowość.
 Masz kogoś na oku?  zapytał Dermot.
 Nie, o nikim takim nie wiem  odparła panna Marple i dodała z żalem:  W ogóle
wiem tak niewiele.
 A co myślisz?  chciał wiedzieć Craddock.  Nigdy nie miałaś kłopotów z
myśleniem.
 Myślę  odparła nieoczekiwanie panna Marple  że powinieneś zobaczyć się z panią
Bantry.
 Pani Bantry? A kto to jest? Ktoś z filmu?
 Nie. Mieszka w myśliwskim domku w Gossington. Była wtedy na przyjęciu. To dawna
właścicielka rezydencji. Ona i jej mąż, pułkownik Bantry.
 Była na przyjęciu. I widziała coś?
 Sama musi ci powiedzieć, co widziała. Uznasz może, że to nieistotne dla sprawy, ale
sądzę, że ma spore znaczenie. Powiedz, że to ja cię przysłałam. I jeszcze& tak, wspomnij
może o  Pani z Shalott .
Dermot przechylił lekko głowę.
 Pani z Shalott  powtórzył.  To takie hasło, prawda?
 Nie ujęłabym tego w ten sposób, lecz przypomni jej, o co mi chodzi.
Dermot Craddock wstał.
 Wrócę tu  uprzedził.
 To miło z twojej strony  zapewniła panna Marple.  Może znajdziesz chwilę czasu,
by mnie odwiedzić i napić się herbaty. Jeśli wciąż jeszcze pijasz herbatę  dodała w
zadumie.  Wiem, że wielu młodych ludzi w dzisiejszych czasach pija tylko drinki i takie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • pruchnik.xlx.pl